Agroturystyka vs fermy przemysłowe 0 : 1

Rozwój agroturystyki i gospodarstw ekologicznych jest alternatywą dla nierentownych, małych gospodarstw rolnych.

„Niestety nie udało się rozwinąć takiego rodzaju działalności. Są to suwerenne decyzje osób, które na taki rodzaj działalności musiałyby się zdecydować, ale promując gminę, inwestując w infrastrukturę turystyczną rekreacyjną stwarzamy możliwości aby takie przedsiębiorstwa w Gminie Szydłowiec mogły powstawać” – Tak brzmi oficjalny komunikat w tej sprawie. Jednak rzeczywistość jest nieco inna.

Właśnie zostały ustalone przez burmistrza miasta Szydłowca warunki środowiskowe dla powstania kolejnych ferm tym razem gigantycznych ferm drobiu (jedna w Chlewiskach, druga w Omięcinie). Urząd ślepy i głuchy na argumenty lokalnych społeczności nie widzi negatywnego wpływu tych instalacji na środowisko. Zupełnie zignorowano fakty, że koszty społeczne, ekonomiczne i środowiskowe są dla gminy wyższe aniżeli korzyści płynące z posiadania w swoim regionie tego typu przedsięwzięć. Uciążliwość ferm i ich wpływ na życie społeczności wiejskiej, a także okolicznego ekosystemu, jest katastrofalna. Mieszkańcy, których domy znajdują się w sąsiedztwie ferm ponoszą wszystkie negatywne skutki funkcjonowania tych gospodarstw. Degradacja środowiska, odór, roje much, zatrute wody gruntowe, zniszczona przez ciężki transport infrastruktura drogowa, spadek wartości nieruchomości to tylko część negatywnego wpływu tego typu instalacji na bliskie i dalsze sąsiedztwo. Ponadto jako działy specjalne produkcji rolnej przemysłowe fermy drobiu oraz fermy zwierząt futerkowych są zwolnione z odprowadzania do gmin podatku od nieruchomości, a ich wpływ na lokalny rynek pracy jest znikomy. Zwykle zatrudniają od 3 do 8 osób (głównie z Ukrainy).

Obecnie w całym powiecie funkcjonuje podobno jedno gospodarstwo agroturystyczne. W Krzcięcinie w gminie Szydłowiec istnieje, a przynajmniej jeszcze niedawno istniało także certyfikowane gospodarstwo ekologiczne. W planach właścicieli była agroturystyka, hodowla koni i produkcja ekologicznych warzyw, owoców i przetworów. Niestety okoliczna ferma norek amerykańskich, jej rozbudowa, a następnie zezwolenie na budowę w bliskiej odległości kolejnej fermy o zwiększonej obsadzie zwierząt zniweczyły doszczętnie ambitne zamierzenia właścicieli eko gospodarstwa. Rolnik walczący o swoje racje nigdzie nie został wysłuchany ani poważnie potraktowany, a jego argumenty zawsze odbijały się od ściany urzędniczej obojętności i dziwnej empatii organów administracji samorządowej w stosunku do interesów inwestora z branży hodowców zwierząt futerkowych. Historię walki o swoje marzenia i spokojne życie bez fetoru opisywała lokalna i ogólnopolska prasa (Newsweek nr 49/2017). Z lektury wyłania się przygnębiający obraz rzeczywistości daleki od wzniosłych wizji polskiej wsi.

Aktualnie funkcjonuje 6 aktywnych ferm zwierząt futerkowych w powiecie szydłowieckim w tym aż 3 w gminie Szydłowiec. W urzędach kilku gmin leży 6 kolejnych wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla kolejnych ferm. Do tej liczby trzeba dodać dwa toczące się postępowania o wydanie warunków zabudowy dla przemysłowych fermy drobiu, które zostały już w gminie Szydłowiec pozytywnie zaopiniowane. W ten oto sposób zostaje podpisany wyrok na możliwość realizacji wytycznych zawartych w strategii rozwoju regionu, które dotyczą gospodarstw agroturystycznych ujętych w tym dokumencie jako jeden z ważnych celów operacyjnych. Czy ktoś podejmując takie, a nie inne decyzje administracyjne wyobrażał sobie turystę podziwiającego przemysłowe fermy wielkopowierzchniowe, odpoczywającego na wsi pośród hałd odchodów, odpadów poubojowych, rojów much i odoru wywołującego odruchy wymiotne? Wygląda na to, że nikt nawet nie zadał sobie takiego pytania. Łatwiej jest stwierdzić, że brak agroturystyki w regionie to wynik „suwerennych decyzji” osób, które mogłyby podjąć taką działalność. Trudniej zrozumieć jaka jest przyczyna takich decyzji.

Kluczowe znaczenie dla rozwoju agroturystyki ma stworzenie odpowiednich warunków, które sprzyjałyby ich powstawaniu. Dzikie wysypiska odpadów, samowolne wycinki drzew, wylewanie nieczystości na pola lub bezpośrednio do rzek, odprowadzanie do kanalizacji chemicznych substancji poprodukcyjnych, zaśmiecone lasy, wysypujące się śmieci z przepełnionych parkowych koszy i ustawianie wież nadawczych gdzie popadnie z pewnością nie tworzy klimatu w którym agroturystyka może rozkwitać. Niestety bałagan to szydłowiecki standard, który dotychczas nikomu nie przeszkadzał. Gospodarka odpadami i ochrona środowiska w Szydłowcu praktycznie nie istnieją, są kwestią czysto teoretyczną. To się musi zmienić jeśli miasto ma podążać ścieżką zrównoważonego rozwoju nakreśloną w „strategii”, za opracowanie której miasto przecież zapłaciło z publicznych pieniędzy niemałą kwotę, a która jest wynikiem fachowych analiz i konsultacji. Jeśli zostanie „po staremu”, to wkrótce będziemy jednym wielkim, wysypiskiem śmieci otoczonym antenami nadawczymi i przemysłowymi fermami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *