Kryminalny Szydłowiec cz.2

Zdjęcie wykonane w 1932 roku przedstawia pracowników magistratu w Szydłowcu. W centrum w dolnym rzędzie siedzi ówczesny burmistrz Stefan Hebdzyński, na prawo od niego zasiada wiceburmistrz Edward Ziółkowski. Jedyną kobietą na fotografii jest maszynistka Stanisława Zacharska, ostatnią zidentyfikowaną osobą ze zdjęcia jest stojący obok niej z prawej strony Kazimierz Jankowski. Reszty osób znanych z nazwiska nie udało się dopasować do uwiecznionych na fotografii postaci. Są nimi Józef Osmulski, Józef Gomulczyński, Władysław Kręcidło, Aleksander Rysiew, Leon Koettlitz, Konstanty Michalski, Jan Fokt, Teofil Krzemiński, Abram Cukier i Kazimierz Boguszewski. Rok po wykonaniu tej pamiątkowej fotografii jedna z uwiecznionych na niej osób została bohaterem obyczajowego skandalu i w efekcie targnęła się na swoje życie. Trzy lata później inna osoba ze zdjęcia stała się ofiarą bestialskiego morderstwa.

W październiku 1935 roku przed sądem okręgowym w Radomiu stanęło dwóch obywateli Szydłowca oskarżonych o zabójstwo. Ich ofiarą był Józef Gomulczynski, szanowany i lubiany pracownik szydłowieckiego magistratu zatrudniony jako pomocnik sekretarza. Oskarżonymi byli 27 letni Mieczysław Pająk syn organisty i 25 letni Adam Szlezyngier. Jak ustalili śledczy badający sprawę motyw morderstwa był rabunkowy, choć wydawało się to dziwne, bo obaj napastnicy pochodzili z dobrze sytuowanych rodzin. Feralnego dnia Józef Gomulczyński został najpierw zwabiony na podwórko domu Szlezyngierów pod pretekstem poznania ładnej, żydowskiej dziewczyny, a następnie pchnięty nożem, pobity przy pomocy tępego narzędzia i ograbiony ze złotego zegarka i 800 zł. Ciało zakopano w ogrodzie na tyłach domu rodziny Szlezyngierów znajdującego się przy Rynku Wielkim w Szydłowcu. Według lekarza dokonującego sekcji zwłok ofiara w chwili zakopania była jeszcze żywa, a przyczyną śmierci było uduszenie z braku powietrza. Zbrodni dokonano 16 kwietnia, tuż przed świętami Zmartwychwstania Pańskiego. Początkowo podejrzenia padły na miejscowych Żydów. Rzekomo mieli porwać i zamordować swoją ofiarę aby spuścić z niej krew, której potrzebowali do macy na szabat. Badając ten wątek przeszukano żydowskie piekarnie i aresztowano piekarza. Jednak szybko się okazało, że jest to fałszywy trop mający odwrócić uwagę śledczych od prawdziwych sprawców, którzy w tym czasie opuścili miasto. Wkrótce jednak zostali pojmani. Sprawców wskazał naoczny świadek, który w dniu zaginięcia Gomulczyńskiego widział całą trójkę zmierzającą do domu Szlezyngiera. Widział także, jak Szlezyngier wcześniej kopał dół w ogrodzie. Oskarżeni przyznali się do zbrodni dopiero, gdy zapowiedziano wizję lokalną na miejscu zdarzenia. Po 6 miesiącach od aresztowania przed Sądem Okręgowym w Radomiu odbył się proces. Prokurator wnioskował o karę śmierci. Wyrok okazał się łagodniejszy. Wobec obu oskarżonych zasądzono karę dożywotniego więzienia z pozbawieniem praw, 1000 zł. grzywny oraz pokrycie kosztów sądowych w wysokości 700 zł.

Skazani za najcięższe przestępstwa zwykle odsiadywali wyroki w ciężkim więzieniu na Świętym Krzyżu. Surowe warunki, skąpa dieta, drakońskie kary za najdrobniejsze przewinienia i chorobotwórczy mikroklimat sprawiały, że wiezienie cieszyło się złą sławą. Umieralność wśród więźniów była bardzo wysoka. Wyroki odsiadywali tam mordercy, pedofile, terroryści i szpiedzy. Wśród osadzonych był między innymi skazany w 1936 roku na karę śmierci zamienioną na dożywocie Stepan Bandera.

Z zasądzonego wyroku dożywocia Mieczysław Pająk i Adam Szlezyngier odsiedzieli zaledwie 4 lata. 2 września 1939 r. została ogłoszona amnestia. 4 września więzienie na Świętym Krzyżu zostało zlikwidowane. Oswobodzeni bandyci w całej Polsce opuszczali więzienne mury z radosnym okrzykiem na ustach – “Niech żyje wojna!”.

(zdj. pracowników magistratu w Szydłowcu udostępnione dzięki uprzejmości Konrada Jankowskiego)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *