Płyta tygodnia #6 – Squash Bowels “Love Songs”

Choć wydana w roku 2005 płyta “Love Songs” liczy sobie już kilka ładnych lat, to w ten szczególny czas warto ją przypomnieć nie tylko ze względu na lokalny patriotyzm (Squash Bowels wywodzi się z Przysuchy), czy kolorową okładkę, ale przede wszystkim z uwagi na ładne melodie i szczery przekaz. W tym gorączkowym okresie o zapachu barszczu, bigosu, lukru i kompotu z suszu, gdy karpie duszą się w eko reklamówkach, a choinki pośród meblościanek masowo usychają błyskotliwie ustrojone niczym księżniczki lekkich obyczajów, wtedy nie ma nic lepszego niż kilka optymistycznie nastrajających do życia piosenek, które podkreślą mocnymi akcentami świąteczną atmosferę. Pozwolą wydobyć na światło dzienne skrycie oczekiwane zachwianie równowagi kwasowo zasadowej wzmacniając równocześnie uzasadnienie konsumpcji znacznych ilości wysokoprocentowych napojów balsamujących agresywny błogostan.

Dla dodatkowego, wizualnego efektu podczas odsłuchu “Love Songs” można wylać wiadro benzyny na płonącą choinkę.

Sięgając po tę płytę trzeba jednak zdawać sobie sprawę z ryzyka. Po jej wysłuchaniu przychodzi nieodparta chęć uruchomienia czołgu T 34 ze zbiorów Muzeum Orła Białego i wyruszenia nim w podróż dookoła świata z misją głoszenia przesłania miłości.

Ponoć muzyka pochodzi z serca albo z dupy, “Love Songs” w przeciwieństwie do kolędowania z Polsatem, czy sylwestra ze Sławomirem, ewidentnie wypływa z serca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *