Zamkowa kawiarnia R.I.P.

Przy okazji artykułu Mariusza Szczygła (Szczygieł poluje na prawdę) z dnia 10.12.2018 w Dużym Formacie poświęconemu Tomaszowi Ormanowi i jego literackiej pasji warto poruszyć temat szydłowieckiej kawiarni w Zamku, która też w pewien sposób była przez lata kształtowana z pasją.

Kilka lat temu, gdy zakończono projekt kluczowy i Zamek zyskał nowy blask, okazało się, że kawiarnia w Zamku oprócz białych ścian i dodatkowej przestrzeni może zyskać także nowego dzierżawcę. Mieszkańcy Szydłowca napisali wtedy do władz w tej sprawie taką oto petycję :

My jako mieszkańcy Szydłowca, którym zależy na naszym mieście, na życiu kulturalnym, a także życiu towarzyskim zwracam się do Was z ogromną prośbą i apelem:

SPRAWCIE BY TOMASZ ORMAN POPRZEDNI ZARZĄDCA SZYDŁOWIECKIEJ ZAMKOWEJ KAWIARNI WRÓCIŁ NA SWOJE MIEJSCE CZYLI ZA KAWIARNIANY BAR

Dziś Szydłowiec pozbawiony jest klimatycznego miejsca, jakimi był kawiarnia i bar prowadzony przez Tomka. Wierzymy, że to właśnie jego postać, jego gust i smak prowadzenia takiego lokalu, sprawiały, że to właśnie na Zamek zmierzały tłumy mieszkańców Szydłowca…”

Jakie były dalsze losy petycji pod którą podpisało się 463 osoby? Zapewne podzieliła los innych obywatelskich wniosków trafiając do kosza. Jednak problem zamkowej kawiarni lub bardziej jej braku jest wciąż aktualny. Obecnie nawet bardziej niż kiedyś. Pojawia się pytanie, czy nowy operator, który wygrał przetarg w 2014 roku wykorzystał w pełni potencjał tego miejsca z pożytkiem dla lokalnej społeczności? Wiele osób ma poważne wątpliwości.

Wiadomo, że w świecie biurokratów najważniejsze są procedury, przetargi, administracja, legislacja, konkurencja, wolny rynek itp., lecz w tym konkretnym przypadku wartością dodaną był klimat i charakter tego specyficznego miejsca tworzony przez długie lata jego funkcjonowania. Tego niestety nikt nie wziął pod uwagę decydując o losie zamkowej kawiarni, skazując ją na lifting, po którym Szydłowiec zyskał piękną wydmuszkę, karykaturę budzącą żal i niesmak z odrobiną sentymentalnej tęsknoty za przeszłością z odpadającym ze ścian tynkiem.

Dzisiaj z perspektywy 4 lat prowadzenie w tym miejscu punktu gastronomicznego z żurem, kotletem mielonym i zestawem surówek wydaje się być dość niefortunnym pomysłem. To miejsce przypomina sterylną salę operacyjną gdzie dokonano kastracji dawnego charakteru, który był magnesem przyciągającym mieszkańców Szydłowca. Dziś ta jadłodajnia odarta z klimatu i historii świeci pustką o zapachu frytek i smażonej cebuli. Pasuje do formuły Zamku jako miejsca sztuki i kultury, jak nie przymierzając sandały do garnituru.

Pan Tomasz to znana w Szydłowcu postać o niebanalnej osobowości i to właśnie tacy ludzie i ich działalność kształtują wizerunek tego miasta w przeciwieństwie do nieprzemyślanych, biurokratycznych decyzji o smutnych konsekwencjach. W przypadku kawiarni w zamku to właśnie człowiek tworzył atmosferę tego miejsca, człowiek, który swoją pasją i temperamentem wciąż potrafi zainteresować innych, choćby Mariusza Szczygła.

6 thoughts on “Zamkowa kawiarnia R.I.P.

  • 12 grudnia 2018 at 20:57
    Permalink

    Ja wiem że to miejsce było niezastąpione. Osiemnascie lat, wspomnienia, przyjaźnie, po próbach w zamku, po pracy, na koncertach. Nikt w mieście nie powie że dobrze sie stało , że tego człowieka tam nie ma. Teraz jest jak w wypowiedzi powyżej. Przed drzwiami potykacz z daniem dnia a drzwi zamknięte. Idziemy we wtorek spróbować nieśmiało, dać szansę a tu kurczaka nie ma, kaczki nie ma są krewetki ale w zasadzie kucharza nie ma bo nie weekend. Drobnych nie ma. Całej flaszki nie ma. Obsługa…. Ech to nie są moje idealizacje wspomnień. Było to miejsce gdzie bez żenady w każdy dzień tygodnia brało się kumpli z Krakowa i było super. Niestety

    Reply
  • 13 grudnia 2018 at 00:07
    Permalink

    O nareszcie napisaliście coś z sensem! 🙂

    Reply
  • 13 grudnia 2018 at 08:40
    Permalink

    W Zamkowej restauracji Może i Pachnie jedzeniem ale taki zapach lepszy niż zapach spalonej pizzy i lewej wódki u Tomka Ormana. A co do obsługi to był chamski Buzer i niemiły Tomek

    Reply
    • 13 grudnia 2018 at 09:33
      Permalink

      Kpina. Lewą wódkę to może u Pana w domu podają.

      Reply
  • 13 grudnia 2018 at 10:21
    Permalink

    Bywałem to wiem co było. Sylwester na plastikowych talerzykach, dania gorące dla wybranych a na stole szwedzkim “kto pierwszy ten zjadł ” a wam wszystkim tak brakuje… Ci którzy żyli dobrze z P. Ormanem to i dobrze zjedli i wypili a ja byłem kilka razy i przeżyłem wielki zawód chociaż każdy polecał…

    Reply
    • 15 grudnia 2018 at 08:28
      Permalink

      Chyba nie był to taki “wielki zawód” skoro byłeś “Gościu” tam kilka razy.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *